czwartek, 18 sierpnia 2016

Dozowniki na mydło w płynie i płyn do mycia naczyń

Mydło w płynie obok płynu do mycia naczyń było obecne przy moim zlewie od kilku lat. Nawyk posiadania ich obu przejęłam od mojej współlokatorki z czasów studenckich. Mydło w kuchni jest rozwiązaniem praktycznym. Korzystam z niego po oprawianiu mięsa, obieraniu warzyw, przy pracach porządkowych. Lubię mieć je pod ręką. 

Dotychczas na moim blacie stały dwie butelki. Jedna z płynem do mycia naczyń, druga z mydłem. Urody kuchni one nie dodawały - ot zwykłe plastikowe butelki. Szukałam więc od dłuższego czasu odpowiednich pojemników. Najlepiej, jakby był to jeden podwójny pojemnik. Jedyne jakie znalazłam, można kupić w home & you (Dozownik Duet, Dozownik Duplo), ale nie urzekły mnie ani wyglądem, ani ceną (79 zł/59 zł) .

Poszłam na kompromis i kupiłam dwa dozowniki do mydła w Pepco (9,99 zł każdy) i stosownie je oznaczyłam etykietami Dymo. Nie chciałam by były to takie "typowo łazienkowe" dozowniki, więc trochę się ich naszukałam.

Oto efekt:



Dzięki temu prostemu rozwiązaniu okolice zlewu wyglądają zdecydowanie estetyczniej.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

{DIY} Nowy abażur z papieru

Światło w pomieszczeniach jest głównym czynnikiem budującym nastrój. Mimo, że do wielu elementów wystroju wnętrz nie przykładam wagi (praktyczność ponad estetyką!), to oświetlenie jest dla mnie naprawdę istotne. Z mojego doświadczenia mogę również powiedzieć, że jest to też wdzięczny temat do samorealizacji w zakresie "robótek ręcznych". Ja jak mam potrzebę zmiany oświetlenia w mieszkaniu, to po prostu je zmieniam. 

Tym razem postanowiłam zmienić abażur w salonie. Oto efekt:

























Myślę, że dobrze komponuje się w tym pomieszczeniu i nie odbiega klimatem od pozostałych elementów wyposażenia.









































Abażur ten delikatnie ociepla światło zimnej energooszczędnej jarzeniówki i dodaje pomieszczeniu przytulności. W mojej opinii wygląda ciekawie zarówno w dzień jak po zmierzchu. 

Była to szybka akcja (od pomysłu do wykonania minęło raptem kilka godzin), więc wiem, że mogłam to zrobić precyzyjniej i efektowniej, ale jak na moje potrzeby (chęć szybkiej zmiany), jestem zadowolona. Zakładam, że za rok, dwa znowu coś mnie najdzie i wymyślę coś innego.

Projekt ten pierwszy raz wykonałam trzy lata temu wraz z całą serią papierowych abażurów. Można je zobaczyć TUTAJ

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Coś drgnęło..

Wróciły mi moce. Pojawiła się niechęć do pustych ścian, nieurządzonych pomieszczeń i życia niczym na studenckiej stancji.
Przez dwa ostatnie lata nie zrobiłam absolutnie nic w mieszkaniu. Nie miałam na to siły po tych wszystkich perypetiach z remontem, który w sumie trwał rok. Coś jednak drgnęło i znowu rzuciłam się w wir ogarniania przestrzeni.
Poszłam na chaos, najpierw wymieniłam okno, potem odnowiłam podłogę w przedpokoju i pokoju (jak było można zobaczyć tutaj), zamówiłam meble na wymiar do pokoju (w końcu jest gdzie chować rzeczy) i jeszcze czekam na kanapę.



Zajęłam się również dodatkami. Na początek zagospodarowałam ramki o których wspominałam w poprzednim poście.

RAMKI

W pierwszą wstawiłam serwetkę zrobioną na szydełku przez moją mamę, w drugą włożyłam materiał, który pozostał mi po tapicerowaniu tych mebli (wiedziałam, że jeszcze się przyda:). Z jednej strony proste połączenie czerni z bielą, z drugiej wulkan kolorów. 


Czas zakasać znowu rękawy i wziąć się do roboty. 

Trzeba w końcu zrobić z tego miejsca miejsce do mieszkania!

poniedziałek, 2 marca 2015

Co po DIY??


Niedługo minie rok od mojego ostatniego wpisu. 
W tym czasie nie zrobiłam ŻADNEGO projektu DIY. 

Ostatni rok był dla mnie bogaty w doświadczenia a ubogi w rzeczy. 

Nic nie uszyłam.Nic nie przerobiłam.Nic nie wytworzyłam.

To ostatnie nie jest do końca prawdą, bo w tym czasie faktycznie nie zrobiłam nic co teraz mogło być 'materialnym dowodem istnienia", za to sporo gotowałam i projektowałam w programach graficznych. Byłam w wielu miejscach, poznawałam nowe zakątki Europy. 

Nie wykonałam żadnej dekoracji do mojego mieszkania - kupiłam wprawdzie ramki do powieszenia na ścianie, jednak jeszcze nie mam dla nich zawartości.

Po prawie roku dalej uważam, że nie ma sensu tworzyć rzeczy zbędnych, niefunkcjonalnych.Nadal nie potrzebuję "kurzołapek" - serwetek, koszyczków, dekoracji stołów, bibelotów, "pamiątek". Jedyne co kupuję na na wyjazdach, to magnesy na lodówkę - mój ostatni bastion zbieractwa (na szczęście magnesy się u mnie przydają, więc jest i aspekt funkcjonalny).

Ten rok nicnierobienia nie wynikał z jakiegoś szczególnego postanowienia. Po prostu nie potrzebowałam robić niczego, gdyż to co było mi potrzebne było już w moim posiadaniu.

Już jednak widzę, że szykuje się jakaś aktywność w obszarze DIY.

Te działania można sprowadzić do kilku haseł:

1. ZAGŁÓWEK 
Po prawie dwóch latach spania bez zagłówka moja biała ściana jest cała ufajdane na pomarańczowo i niebiesko przez używane poduszki. Coś we mnie zaczęło krzyczeć, więc muszę rozwiązać ten problem.

2. ABAŻURY
Moje papierowe wytwory zdążyły mi się opatrzeć - czas na coś nowego

3. ŚLUB
Potrzebuję na przyjęcie papeterii - zaproszeń, winietek, menu, tabliczek informacyjnych. Wezmę też na siebie robienie dekoracji kwiatowych. 

Jak widać nie ma tego dużo. 
Nie będzie więc raczej powrotu do KULTU RZECZY. Jak już to przejście do KULTU DOŚWIADCZEŃ. 


sobota, 17 maja 2014

nicnierobienie



nie robię i już. dlaczego?


naczytałam się o minimalizmie i uznałam, że nic więcej nie chcę mieć ani nie chcę robić. nie potrzebuję "kurzołapek" ani zapychaczy pustej przestrzeni. polubiłam puste przestrzenie, białe ściany i wolne półki. wiele rzeczy wywaliłam. nie oddałam ich dalej bo nie chcę obdarowywać znajomych zobowiązaniami (mikserami do dipów na 6 baterii AA, obieraczkami do cytrusów, czy 11 tomowymi encyklopediami). można powiedzieć, że wywaliłam mnóstwo pieniędzy. serię "życia świata", "gdzie jest wally" czy "easy english". nie mam już porcelanowych słoników (20) ani sztucznej biżuterii (pół kilo), zaschniętych lakierów (5), starych czasopism oraz od dekady nienoszonych butów (czuby!) i ciuchów (poszły na szmaty przy przedświątecznym sprzątaniu). 
nic nie robię. w sensie takim, że nie robię bezużytecznego crapu: wazoników, świeczników, biżuterii, której i tak nie będę nosić. 

mam głębokie postanowienie nie gromadzenia, nie przepuszczania kasy na bezwartościowe dobra. omijam second handy. zamiast prezentów na urodziny wolałam dostać ciuciu dombe.

szczególnie mam głębokie postanowienie robienia wyłącznie rzeczy praktycznych. na razie nie ma konkretów w planach. przyjdzie potrzeba (potrzeba a nie pomysł, wyzwanie lub zachcianka) to znajdzie się rozwiązanie. tymczasem leżę i oddycham wolnością od rzeczy.